Nie taka straszna ta gazometria…

Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że badanie gazometryczne krwi u dzieci w Oddziale Intensywnej Terapii wykonujemy dość rutynowo. To oznacza w moim oddziale średnio co 24h. Oczywiście jest to bardzo ogólne podsumowanie, ponieważ to badanie jest podstawowym badaniem w OIT przez co w każdej chwili może zaistnieć potrzeba wykonania go. My jako pielęgniarze i pielęgniarki powinniśmy wiedzieć w jaki sposób pobierać krew na to badanie, oraz kiedy jest ono konieczne i na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę – tak aby w razie pogorszenia wyników pacjenta móc odpowiednio szybko zareagować.

Słowem wstępu : 

Popularna gazometria to badanie oceniające równowagę kwasowo-zasadową krwi. Gazometria krwi to badanie krwi tętniczej (rzadziej żylnej), czyli ocena gazów pozwalających określić poziom wymiany gazowej zachodzącej w organizmie naszego małego pacjenta.

A więc co bada ta gazometria ?  – Jednym z najważniejszych wyników w badaniu gazometrycznym jest pomiar ciśnienia parcjalnego tlenu oraz dwutlenku węgla we krwi. Warto również skupić uwagę na wartości pH, ilości wodorowęglanów i nadmiar/niedobór zasad.

Aby jednak rozpoznać niewydolność oddechową u chorego – trzeba przede wszystkim znać widełki parametrów gazometrycznych, czyli tak zwane normy. Ważna również jest uwzględnienie stanu klinicznego, w jakim obecnie chory się znajduje oraz rozumienie podstawowych zasad równowagi kwasowo-zasadowej.

  • pH 7,35-7,45 – obrazuje stan kwasowo-zasadowy krwi, układ oddechowy utrzymuje pH poprzez regulację CO2
  • pa O2 75-100 mm Hg – wartość ciśnienia parcjalnego tlenu pokazuje nam jak skutecznie płuca pobierają tlen i transportują go poprzez krew.
  • pa CO2 35-45 mm Hg –  zawartość dwutlenku węgla we krwi krążącej pokazuje jak skutecznie eliminuje go organizm
  • HCO3 22-26 mmol/l – stężenie wodorowęglanów oceniamy w temperaturze 38 stopni, przy prawidłowym pCO2.
  • BE -3/+3 mmol/l – zasób zasad mierzy ile zasady bądź kwasu konieczne jest do osiągnięcia prawidłowej wartości pH.

Jak pobieramy krew na to konkretne badanie ?

U dzieci, które trafiają na Intensywną Terapię, z reguły z automatu zakładane jest wkłucie dotętnicze z racji konieczności stosunkowo często pobieranej na badania krwi. Ułatwia to pracę zarówno personelowi pielęgniarskiemu jak i lekarskiemu, ponieważ gdy stan dziecka zmienia się nagle – jest możliwość szybkiej oceny tej zmiany poprzez pobranie badań takich jak gazometria, morfologia, biochemia itd…

Wkłucie dotętnicze zakłada lekarz, natomiast krew tętnicza pobierana jest przez personel pielęgniarski.

A co jeżeli nie mamy „tętnicy” ? U dzieci pobieramy wtedy krew włośniczkową arterializowanej, która pobierana jest z palców u rąk lub u stóp, płatka ucha – w ostateczności z  boków piętki. W ostateczności, kiedy dziecko się centralizuje, a na badania trzeba pobrać większą ilość krwi – pobieramy ją z wkłucia centralnego odpowiednio się do tego przygotowując, wybierając odpowiednie odprowadzenie, przygotowując niezbędny sprzęt i robiąc to na jałowo.

Należy uważać na kontrakt krwi z powietrzem, ponieważ to może zaburzyć wyniki wykonywanego badania.

„W trakcie przechowywania krwi, pobranej na badanie – elementy morfotyczne, szczególnie leukocyty i retikulocyty zużywają tlen, obniżają przez to pO2 i wysycenie hemoglobiny tlenem, a zatem w efektcie podwyższają pCO2, co skutkuje zakwaszeniem próbki.”

 

 

Bibliografia :

  1. Małgorzata Manowska. Badanie gazometryczne u dziecka z niewydolnością oddechową. Luty 2011, Vol. 15 Nr 1 Pediatria po Dyplomie str 83-86. – koniecznie polecam przeczytać tę wnikliwą analizę przypadków
  2. Moses JM, Alexander JL, Agus MS. The correlation and level of agreement
    between end-tidal and blood gas pCO2 in children with respiratory
    distress: a retrospective analysis. BMC Pediatr. 2009;12 (9):20.

 

Reklamy

Czas otworzyć puszkę z pokorą, cierpliwością i wyrozumiałością.

„Podstawowym celem medycyny jest dobro pacjenta. Medycyna jako dziedzina nauki powinna za wszelką cenę utrzymywać zdrowie pacjenta z minimalną szkodą i maksymalną korzyścią dla niego jednocześnie. Terapia ma za zadanie przynosić ulgę pacjentowi, nie może być celem samym w sobie.”

 

Specyfika naszego zawodu polega również na tym, iż jesteśmy najbliższym ogniwem zarówno przy narodzinach jak i przy śmierci. Widzimy radość i szczęście, a także ból i smutek. Słyszymy pierwszy płacz, krzyk z głębi istoty ludzkiej, ale i czujemy na karku powiew ostatniego oddechu.

Kiedyś ktoś niezwykle mądry powiedział mi, że jeżeli wybrało się ten zawód to trzeba się przygotować na to, iż pacjent będący pod naszą opieką może umrzeć. Ale jak, jak można przygotować się na śmierć ? Każdemu człowiekowi – zarówno małemu jak i dorosłemu czy starszemu podarowany został czas, a czas ma to do siebie, że ma zarówno swój początek oraz koniec.

ŚMIERĆ – dla jednych postrzegana jako początek nowego, a koniec starego, dla drugich zaś to koniec wszystkiego, unicestwienie. Człowiek współczesny wymazuje tematykę śmierci ze swojego życia, z mediów, z życia zarówno publicznego i prywatnego. Człowiek tak mocno osadzony jest w życiu, że trudno mu w nim znaleźć czas na refleksje o czymś tak wręcz abstrakcyjnym jak śmierć. Umierający człowiek to znak tego czego się boimy, czyli przymusu zmierzenia się z własną śmiercią. Dlatego doświadczamy tak wielu emocji stykając się ze zjawiskiem śmierci. Każde chore dziecko, każda chora osoba niesie za sobą odrębną historię i lekcję – przez co tak wiele możemy się nauczyć od pacjenta. Lekcje, których nam udzielają, pozwalają uzmysłowić sobie jak wielką wartością jest życie.

Wcześniejsze wieki pozwalały człowiekowi oswoić się z tym zjawiskiem. Śmierć i proces umierania była tak powszechna, że człowiek najczęściej kończył swoje życie w domu, pośród bliskich. Statystyki GUS-u mówią, iż obecnie odsetek pacjentów umierających w szpitalnych łóżkach ma tendencję wzrostową.

W opiece nad pacjentem umierającym najważniejszy jest on i jego rodzina – nie lekarz czy pielęgniarka. Jaka jest więc nasza rola ?

Czas otworzyć puszkę z pokładami pokory, cierpliwości i wyrozumiałości. Co prawda nie na swoim oddziale, ale tak często w środowisku spotykam się z obojętnością wobec tego zjawiska, że aż brak mi słów… Wiem, że nie powinniśmy się za bardzo angażować, bo można oszaleć, wiem też, że należy być profesjonalnym i rzeczowym w pracy…. Warto jednak pamiętać, że i my możemy stanąć kiedyś na miejscu tego człowieka i chociaż odrobinę wczuć się w to co przeżywa – zwłaszcza, jeżeli jest świadomy tego, że jego życie się kończy.  Śmierć dziecka nigdy nie jest zjawiskiem możliwym do zaakceptowania od razu. Zwykle jest zbyt wczesna, zbyt bolesna i zwyczajnie niesprawiedliwa. Kiedy dziecko umiera długo, chorując przewlekle, dystans między personelem medycznym a pacjentem, jego rodziną – maksymalnie się skraca. A kiedy śmierć wydaje się być nieunikniona – warto postarać się o zapewnienie komfortu oraz poczucia bezpieczeństwa pacjentowi oraz jego rodzinie.

Stykanie się z nadchodzącą śmiercią, z własną bezsilnością, niemożnością zmiany sytuacji chorego wiąże się z częstym poczuciem frustracji, zadawaniem sobie samemu wielu pytań dotyczących sensu, świata i życia tu na ziemi. Większość pielęgniarek/pielęgniarzy, których dotyka to zjawisko w codziennej pracy (mam na myśli hospicjum, oity, onkologie itp)  jest narażonych na „przenoszenie pracy do domu”, a także na obniżony stale nastrój, szybciej pojawiające się pierwsze objawy wypalenia zawodowego. Może i da się z czasem „uodpornić” na to zjawisko na tyle by towarzyszyły temu emocje tylko do czasu wyjścia z pracy, a może nie….

Są tacy pacjenci, z których odejściem nadal nie potrafię się pogodzić. Dlatego staram się po prostu wierzyć, iż jest im teraz ciepło, dobrze i spokojnie – bez bólu, głodu i chłodu.

Podsumowując – pielęgniarka jak i pielęgniarz mają duży wpływ na zapewnienie nieuleczalnie choremu godnego umierania. Swoją zdolnością współodczuwania, profesjonalizmem, dojrzałością i odpowiednim przygotowaniem możemy pomóc przejść przez to zarówno choremu jak i jego rodzinie.