O książce, która jest mą muzą…

„Postępowanie paliatywne w opiece perinatalnej” – czyli praktyka kliniczna, etyka, prawo i psychologia w jednym. Książka, która od pierwszej strony wciągnęła mnie mocno. Dokładnie w moich klimatach. Etyka medyczna… dziedzina, która siedzi w mojej duszy głęboko, już od początku praktyk na studiach licencjackich.

Ale zacznijmy od początku… Lektura ta jest dość obszerna! Ponad 400 stron przez co ciężko do niej usiąść „na raz”. Jednakże jest niezwykła. Zawiera w sobie wszystko, co cenię w tego rodzaju książkach (a uwierzcie mi, trochę ich już przerobiłam).

Pięć obszernych rozdziałów, które zawierają w sobie kolejne podrozdziały. Od Rysu Historycznego po Przekaz Informacji o Diagnozie i Towarzyszenie.Chciałabym Wam każdy ten rozdział jak najdokładniej opisać, ale powstałaby chyba z tego kolejna książka!  Jest tam naprawdę wszystko czego potrzebuje czytelnik, który „dopiero wchodzi” w temat, ale również ktoś od dawna zainteresowany tematem znajdzie tam coś dla siebie. Znaczna ilość wartościowych i dających do myślenia cytatów i bez cienia wątpliwości wartościowe grono autorów. Czego chcieć więcej od takiej pozycji Medycznej Literatury ?

Jak sami wiemy, trudno opisywać i debatować nad czymś co nie ma zbyt dużo do czynienia z praktyką… Na szczęście w powyższej lekturze możemy znaleźć rozdział poświęcony problemom klinicznym oraz niejednokrotnie odniesienia do praktyki klinicznej w dalszych częściach książki.

Dla mnie najistotniejszą częścią tej lektury było pochylenie się nad leczeniem bólu, oraz nad aspektami dotyczącymi współpracy oddziału Intensywnej Terapii Noworodka z Hospicjum dziecięcym, a także leczenie paliatywne na OITN.

Uważam, że dosłownie każdy, mający kontakt z noworodkiem na Oddziale Intensywnej Terapii, w Hospicjum, a także personel medyczny mający kontakt z tego rodzaju pacjentem – powinien sięgnąć po tę książkę i dać jej chwilę swojej uwagi. Ten trudny, często zamiatany pod dywan temat – tu został poruszony w odpowiedni sposób, z szacunkiem dla życia i śmierci, z szacunkiem dla pracy, odwagi podjęcia decyzji, z szacunkiem dla rodziny i bliskich. Trudne treści nie tylko filozoficzne, ale i medyczne- zostały przedstawione, według mnie, po prostu tak jak trzeba. Mam nadzieję, że etyka medyczna, będzie za jakiś czas codziennością… Braną pod uwagę za każdym razem. Dziedziną, która będzie zdecydowanie bardziej rozbudowana na studiach lekarskich, pielęgniarskich, ratowniczych, ale także na studiach fizjoterapii, dietetyki. Na studiach każdego rodzaju, które później będą przekładały się na kontakt z pacjentem w praktyce klinicznej.

Naprawdę szczerze zachęcam do książki PZWL Wydawnictwo Lekarskie, która jest moim zdaniem wyjątkowa, a trudne tematy, których tak unikamy, dotknięte są niezwykle lekkim piórem autorów. 

„W obawie by śmierć nie wydarła dziecka, wydzieramy dziecko życiu, nie chcąc, by umarło, nie pozwalamy mu żyć” – Janusz Korczak.

Reklamy

Czas otworzyć puszkę z pokorą, cierpliwością i wyrozumiałością.

„Podstawowym celem medycyny jest dobro pacjenta. Medycyna jako dziedzina nauki powinna za wszelką cenę utrzymywać zdrowie pacjenta z minimalną szkodą i maksymalną korzyścią dla niego jednocześnie. Terapia ma za zadanie przynosić ulgę pacjentowi, nie może być celem samym w sobie.”

 

Specyfika naszego zawodu polega również na tym, iż jesteśmy najbliższym ogniwem zarówno przy narodzinach jak i przy śmierci. Widzimy radość i szczęście, a także ból i smutek. Słyszymy pierwszy płacz, krzyk z głębi istoty ludzkiej, ale i czujemy na karku powiew ostatniego oddechu.

Kiedyś ktoś niezwykle mądry powiedział mi, że jeżeli wybrało się ten zawód to trzeba się przygotować na to, iż pacjent będący pod naszą opieką może umrzeć. Ale jak, jak można przygotować się na śmierć ? Każdemu człowiekowi – zarówno małemu jak i dorosłemu czy starszemu podarowany został czas, a czas ma to do siebie, że ma zarówno swój początek oraz koniec.

ŚMIERĆ – dla jednych postrzegana jako początek nowego, a koniec starego, dla drugich zaś to koniec wszystkiego, unicestwienie. Człowiek współczesny wymazuje tematykę śmierci ze swojego życia, z mediów, z życia zarówno publicznego i prywatnego. Człowiek tak mocno osadzony jest w życiu, że trudno mu w nim znaleźć czas na refleksje o czymś tak wręcz abstrakcyjnym jak śmierć. Umierający człowiek to znak tego czego się boimy, czyli przymusu zmierzenia się z własną śmiercią. Dlatego doświadczamy tak wielu emocji stykając się ze zjawiskiem śmierci. Każde chore dziecko, każda chora osoba niesie za sobą odrębną historię i lekcję – przez co tak wiele możemy się nauczyć od pacjenta. Lekcje, których nam udzielają, pozwalają uzmysłowić sobie jak wielką wartością jest życie.

Wcześniejsze wieki pozwalały człowiekowi oswoić się z tym zjawiskiem. Śmierć i proces umierania była tak powszechna, że człowiek najczęściej kończył swoje życie w domu, pośród bliskich. Statystyki GUS-u mówią, iż obecnie odsetek pacjentów umierających w szpitalnych łóżkach ma tendencję wzrostową.

W opiece nad pacjentem umierającym najważniejszy jest on i jego rodzina – nie lekarz czy pielęgniarka. Jaka jest więc nasza rola ?

Czas otworzyć puszkę z pokładami pokory, cierpliwości i wyrozumiałości. Co prawda nie na swoim oddziale, ale tak często w środowisku spotykam się z obojętnością wobec tego zjawiska, że aż brak mi słów… Wiem, że nie powinniśmy się za bardzo angażować, bo można oszaleć, wiem też, że należy być profesjonalnym i rzeczowym w pracy…. Warto jednak pamiętać, że i my możemy stanąć kiedyś na miejscu tego człowieka i chociaż odrobinę wczuć się w to co przeżywa – zwłaszcza, jeżeli jest świadomy tego, że jego życie się kończy.  Śmierć dziecka nigdy nie jest zjawiskiem możliwym do zaakceptowania od razu. Zwykle jest zbyt wczesna, zbyt bolesna i zwyczajnie niesprawiedliwa. Kiedy dziecko umiera długo, chorując przewlekle, dystans między personelem medycznym a pacjentem, jego rodziną – maksymalnie się skraca. A kiedy śmierć wydaje się być nieunikniona – warto postarać się o zapewnienie komfortu oraz poczucia bezpieczeństwa pacjentowi oraz jego rodzinie.

Stykanie się z nadchodzącą śmiercią, z własną bezsilnością, niemożnością zmiany sytuacji chorego wiąże się z częstym poczuciem frustracji, zadawaniem sobie samemu wielu pytań dotyczących sensu, świata i życia tu na ziemi. Większość pielęgniarek/pielęgniarzy, których dotyka to zjawisko w codziennej pracy (mam na myśli hospicjum, oity, onkologie itp)  jest narażonych na „przenoszenie pracy do domu”, a także na obniżony stale nastrój, szybciej pojawiające się pierwsze objawy wypalenia zawodowego. Może i da się z czasem „uodpornić” na to zjawisko na tyle by towarzyszyły temu emocje tylko do czasu wyjścia z pracy, a może nie….

Są tacy pacjenci, z których odejściem nadal nie potrafię się pogodzić. Dlatego staram się po prostu wierzyć, iż jest im teraz ciepło, dobrze i spokojnie – bez bólu, głodu i chłodu.

Podsumowując – pielęgniarka jak i pielęgniarz mają duży wpływ na zapewnienie nieuleczalnie choremu godnego umierania. Swoją zdolnością współodczuwania, profesjonalizmem, dojrzałością i odpowiednim przygotowaniem możemy pomóc przejść przez to zarówno choremu jak i jego rodzinie.